Naturalne dezodoranty — które nie zawodzą latem?

Lipiec, autobus 175 w Warszawie, klima padła. Wsiadam, a obok mnie facet w garniturze pachnie tak, że oczy łzawią. I wtedy pomyślałam — kurde, czy ja sama nie jestem właśnie taką osobą? Wieczorem powąchałam swoją koszulkę i… no cóż. Tak zaczęła się moja przygoda z naturalnymi dezodorantami. Trzy lata temu. Dziś mam ich pełną szufladę i nie wracam do tych z aluminium. Powiem wam jedno — to była najlepsza zmiana jaką zrobiłam.

Dlaczego w ogóle się tym przejmować?

No bo właśnie. Sprawdziłam to na własnej skórze i okazuje się, że klasyczne antyperspiranty po prostu zatykają gruczoły potowe solami glinu. Naturalne dezodoranty idą inną drogą — pozwalają się pocić, ale neutralizują bakterie, które robią ten okropny zapach. I tu jest cały sens.

Moje pachy po pół roku przestały być ciemniejsze od reszty skóry. Serio. Zniknęły też podrażnienia po goleniu. A ja po prostu śpię spokojnie wiedząc, że nie wcieram w siebie czegoś co naukowcy badają od dziesięcioleci i wciąż się sprzeczają.

Składniki, na które zwracam uwagę w naturalnym dezodorancie:

  • Soda oczyszczona — zabija zapach, ale uważaj jeśli masz wrazliwą skórę
  • Skrobia z arrowroot — pochłania wilgoć po ludzku, bez chemii
  • Olej kokosowy — nawilża i lekko działa antybakteryjnie
  • Masło shea — tarcza dla podrażnionej skóry
  • Olejki eteryczne — drzewo herbaciane, lawenda, szałwia muszkatołowa

Które naprawdę działają w upale?

Przetestowałam chyba ze dwadzieścia produktów. Naprawdę. Niektóre padają po dwóch godzinach na słońcu. Inne trzymają cały dzień. Moje top to dezodoranty w kremie z sodą i skrobią — kremowe wchłaniają się dużo lepiej niż sztyfty.

Ale uwaga, ważna sprawa. Naturalny dezodorant potrzebuje czasu na dotarcie. Przez pierwsze dwa tygodnie możesz mieć wrażenie, że pachniesz gorzej niż wcześniej. To nie jest twoja głowa — ciało faktycznie się oczyszcza po latach blokowania porów. U mnie ten okres trwał jakieś 10 dni.

Potem? Bajka. No serio.

Jak to nakładać żeby działało

To nie jest tak że mażesz rano i koniec. Mam swój rytuał:

  • Pachy muszą być suche jak pieprz — inaczej olej się zbiera w grudki
  • Cienka warstwa, nie cała tubka. Mniej znaczy więcej
  • W bardzo gorące dni biorę ze sobą mały słoiczek do torebki na dolewkę
  • Wieczorem myję pachy żelem z olejkiem z drzewa herbacianego

I jedna rada od serca. Jeśli skóra cię swędzi po sodzie, szukaj dezodorantów bez sody, na bazie magnezu. Działają tak samo dobrze, a nie szczypią.

Czy zastąpią klasyczny antyperspirant?

Tak. Z gwiazdką. Naturalny dezodorant nie zatrzyma pocenia — bo nie po to istnieje. Pocenie się to naturalny mechanizm chłodzenia. Natomiast nie będziesz pachnieć i o to chodzi, prawda?

Ja noszę głównie len i bawełnę. W połączeniu z dobrym naturalnym dezodorantem przeżyłam zeszłoroczny wakacyjny upał w Chorwacji. 38 stopni. Bez katastrofy. Jakby ktoś mi to powiedział pięć lat temu, śmiałabym mu się w twarz.

Na co uważać w drogerii?

Niestety nie wszystko z napisem „naturalny" na froncie jest naturalne. Czytajcie skłąd! Jeśli widzisz propylene glycol, sztuczne zapachy albo parabeny — to nie jest naturalny produkt. Marketing kontra rzeczywistość, klasyk.

Szukaj certyfikatów. COSMOS, Ecocert, Natrue. To jest gwarancja, że skład kosmetyku nie kłamie. W polskich drogeriach jest ich coraz więcej i ceny też są ludzkie — dobry naturalny dezodorant to wydatek 20-45 zł, a starcza na 2-3 miesiące. Mniej niż jedna kawa w Costa Coffee tygodniowo.

Powiem szczerze. Nie wiem jak wy, ale ja po przejściu na naturalne nie wracam. Tak, na początku trzeba być cierpliwą. Tak, trzeba zmienić nawyki. Ale efekt jest. Skóra spokojna, sumienie czyste, autobus 175 mnie nie zhańbi. Spróbuj tego lata, naprawdę.